Ostatnią konstrukcją Józefa
Borzęckiego był samolot ultralekki JB4 "Skowronek". Konstruktor, w l979 roku
wyjezdza do Olesna Śląskiego, gdzie jako emeryt, w bardzo trudnych, kryzysowych
warunkach buduje swoją czwartą konstrukcje. 29 września l989 roku, gotowy do
lotu "Skowronek" zostal pomyslnie oblatany po 4-ch udanych startach. W l990
roku, w dniu 14 pazdziernika, podczs próby lotu na wysokosci 200 m, uległo
złamaniu lewe skrzydło. To byl "ostatni lot" Jozefa Borzeckiego- Ojca i Nestora
Lotnictwa Amatorskego w Polsce. Zmarł, śmiercia lotnika, w szpitalu w Oleśnie
Śląskim. Jozef Borzecki był wielkim zwolennikiem humanizacji techniki. Napisal
własna książke p.t "Na własnych skrzydłach" wyd.Ossolineum-Wroclaw l980 r.
Rok przed tragicznym lotem napisal refleksyjny i wieszczy wiersz p.t."Ostatni
lot" (nie drukowany).
A oto uwagi,
uzupełnienia i ciekawostki, nadesłane przez pana Zbigniewa Bogusza - przyjaciela
i pomocnika pana Borzęckiego:
"SKOWRONEK
-
"Skowronek" został wykonany w całości
już po przeprowadzce konstruktora do Oleśna Śląskiego gdzie były znacznie
lepsze warunki do budowy nowego motoszybowca – już na emeryturze. Osobiście
uczestniczyłem tylko w pierwszej części jego konstrukcji – kadłuba i silnika
(Volkswagen). Silnik użyty do "Skowronka" byl starym silnikiem "Cirrusa". Wiele
prób nowego zespołu śmiglo-silnikowego zostało wykonanaych na domowej
“hamowni” i z kilku ręcznie wystruganych śmigieł najlepsze zostało zamocowane
na stałe.
-
Zupełną
nowością w konstrukcji "Skowronka" było też zaprojektowane i samodzielnie (już
po moim wyjeździe z kraju) wykonane przez konstruktora skrzydło. Było to
skrzydło pojedyncze (jednodzielne) umocowane do kadłuba w połowie jego
długości. Skrzydło to także nie posiadało typowej konstrukcji poprzednich
skrzydeł z belką dźwigara (odpornego na zginanie) i kesonem (odpornym na
skręcanie). Dla uproszczenia konstrukcji i zmniejszenia jego ciężaru
konstruktor zastosował w nim pojedynczy dźwigar rurowy, który miał wytrzymywac
oba typy sił: zginających i skrecających.
-
Z
korespondencji i rozmów telefonicznych z konstruktorem dowiedziałem się, że w
czasie pomiaru tzw “strzałki ugięcia” (obciążanie skrzydła równomiernie
rozłożonymi woreczkami z piaskiem i mierzenie stopnia ugięcia skrzydła celem
potwierdzenia wyliczeń wytrzymałościowych) skrzydło oparło się o podpórke
mającą zapobiec nadmiernemu ugięciu. Nastapiło skumulowanie naprężeń w jednym
punkcie i dźwigar uległ uszkodzeniu. Po długich duchowych rozterkach zimą
1989 roku spowodowanych niemożnoscią zdobycia odpowiedniej jakości
wysezonowanego poprawnie drewna lotniczego, konstruktor zdecydował się na
naprawę dźwigara poprzez sklejenie. Użył do tego wysokiej jakosci kleju
lotniczego sprowadzonego przez jednego ze znajomych pilotow aż z Kanady.
-
Po naprawie
dźwigara "Skowronek" był oblatany latem 1990r. W październiku tego samego roku,
wg przypadkowych świadków zdarzenia, w czasie kolejnego lotu Skowronek
przelatywał nad zadrzewionym, wilgotnym parowem położonym pośród skoszonych
już pól w okolicy Oleśna. Nagle napotkane silne turbulencje powietrza
spowodowały przeciążenie i pękniecie skrzydła z jego konsekwentnym złamaniem w
wyniku nagle zwiększonej prędkości opadania. Tak zakończyl życie nestor
polskiego lotnictwa amatorskiego i mój serdeczny Przyjaciel. Jedynym
pocieszeniem jest to, że przed śmiercią spełnił trzy swoje największe marzenia
z którymi się ze mną niejednokrotnie dzielił:
-
Udowodnił
że w amatorskich, domowych warunkach, przy pomocy prostych narzędzi i wiedzy
z zakresu szkoły średniej można poprawnie zbudować i oblatać rozmaite typy
motoszybowców. To była jego propozycja dla sfrustrowanej i znudzonej życiem
młodzieży odciagajaca ją od pijaństwa, chuligaństwa i narkotyków.
-
Doprowadził
(wraz z innymi członkami KAK-u) do zalegalizowania ruchu amatorstwa
lotniczego w kraju
-
Umarł w
wolnej (od komunizmu) Polsce.
-
Pan Borzęcki
pochowany jest na cmentarzu w Oleśnie Śląskim a do krzyża – zgodnie z Jego
życzeniem – ma przybite jedno z własnoręcznie przez któregoś z nas wykonanych
śmigieł. "
A tu jeszcze jedna z
możliwych wersji tłumaczących ten wypadek, nadesłana mi przez kol. Tomasza
Ogieniewskiego:
Miałem okazję rozmawiać o tej konstrukcji i jej tragicznym końcu z p. Józefem
Zielezińskim, (kiedyś IKSCPw Bielsku-Bialej).
Wg
p. Zielezińskiego sytuacja była taka:
1.
Po sklejeniu dźwigara, przy
pierwszych lotach konstruktor odebrał wrażenie "wyraźne drgania plata".
Przypisał to termice i związanej z nią turbulencji.
2.
Do złamania płata
doszło w czasie wykonywania łagodnego zakrętu w warunkach daleko odbiegających
do tych, które mogą spowodować niszczące działanie na strukturę płata.
3.
Złamanie płata
nastąpiło dużo nizej niż 200 metrów, prawodpodobnie było na wysokości 30-50
metrów.
4.
Nie było medycznego
zabezpieczenia na wypadek ewentualnej katastrofy (karetki reanimacyjnej w
miejscu oblotu nie było).
Niestety,
stwierdzić wypada iż p. Józef Borzęcki nie zapoznał się z historycznymi
materialami odnoście wytrzymałości dźwigara rurowego i praktycznej jego nie
przydatności w konstrukcjach lotniczych z uwagi na złą odporność dźwigara
rurowego na działanie sił skręcających.
A oto jeszcze linki do strony o Józefie
Borzęckim:
LINK 1
oraz
LINK 2
|