"Hummingbird"  

 

czyli modelarska zdrada 

 

Strona 2

 

 

Docieranie silnika

 

Zgodnie z zaleceniem ACT docieramy silnik w ten sposób, że po odłączeniu od mixer boardu silnika ogonowego i odmontowaniu łopat wirnika głównego, włączamy silnik na ok. 60 sek. na pół gazu. Po minucie robimy minutową przerwę i takimi cyklami opróżniamy akumulator. Po takim cyklu silnik ma być dotarty. Np cóż, ja wolałem wymontowaćsilnik, także dlatego że próbne połączenie elementów wolałem wykonać bez niebezpieczeństwa włączenia się wirników. Tak więc na zdjęciu jest widoczna cała instalacja elektryczna, z podłączonymi już serwami ale bez silnika ogonowego.

 

Na silniku został cześniej już zamontowany element zwiększający powierzchnię chłodzenia silnika, będący wyposażeniem dodatkowym.

Montaż i "oblot"

 

Niestety prace nad Hummingbirdem zostały opóźnione przez inny projekt, który ze względu na przewidziany termin lakierowania miał pierszeństwo. Moja "Wilga" z 2,78 m. rozpiętości i silnikiem benzynowym 80 ccm wreszcie jest na ukończeniu. Jest to projekt nad którym siedzę już od 3 lat. Prace zaczynałem i przerywałem, ale teraz jest już wreszcie prawie skończony. Jeszcze lakierowanie i montaż końcowy.

 

Tak więc, po przygotowaniu kadłuba Wilgi do malowania zabrałem się dalej za śmigłowiec. Montaż elementów elektroniki nie wymaga większych komentarzy. Instrukcja opisuje te proste czynności wystarczająco. Jedynie, mocując odbiornik i mixer board pomogłem sobie dodatkowo przezroczystą taśmą klejącą (Tesa). Same, dołączone do zestawu dwustronnie klejące taśmy, ze względu na niewielkie powierzchnie do których możny je po stronie ramy śmigłowca przykleić, okazały się nie wystarczające.

 

No i akumulator znalazł swoje miejsce na ramie, tuż przed silnikiem, przymocowany za pomocą dwóch gumek, a nie między płozami jak przewidywała instrukcja, uwzględniająca jednak tylko pakiet Ni-Mh. Takie umiejscowienie akumulatora pozwoliło także na bezproblemowe uzyskanie właściwego wyważenia modelu.

 

Regulacja żyroskopu oraz trymowanie serw, było dokonane według dołączonego do zestawu opisu i nie przyniosło żadnych kłopotów. Jedynie może dla kolegów, latających tak jak ja w modzie 4 (lub 2 albo 3) przydała by się informacja o prawidłowym podłczeniu komponentów do odbiornika. Instrukcja opisuje podłączenia tyko dla mode 1. Waga modelu gotowego do lotu wyniosła 260g.

 

Pierwsza próba naturalnie odbyła się w pokoju. Niestety po kilkudzisięciu sekundach dałem sobie spokój, bo powietrze w pokoju było zaraz tak turbulentne, że dalsze próby nie miały najmniejszego sensu. Myślę, że w dużym pomieszczeniu było by lepiej, ale jako iż był to akurat piątek wieczór, a w soboty (czyli wczoraj) od godziny 10-tej nasz klub ma udostępnioną szkolną halę sportową, tamże zostały przeniesione dalsze próby.

 

No i jak widać po prawej stronie - stoi maleństwo na środku ogromnej hali sportowej!

Oj - jaki ja jestem mały!

Po zamontowaniu pomocniczego podwozia z piłeczkami ping-pongowymi zacząłem ostrożne próby. Najpierw jeszcze dotrymowanie tak, by zlikwidować wszelkie tendencje do uciekania w którąkolwiek stronę w neutralmy połozeniu sterów. Próbowałem także regulację czułości żyroskopu, ale się okazało, że zgodnie z zaleceniem instrukcji najlepsze jest jego najczulsze ustawianie.

 

Następnie moje "loty" na wysokość kilku - kilkunastu centymetrów miały służyć oswojeniu się z zachowaniem się modelu. I tu wróciło dawno zapomniane już uczucie bezsilności początkującego modelarza, któremu model leci tam gdzie chce, a nie tam gdzie chciałby sam modelarz.   Tak próbowałem sobie, osiągając wysokość lotów, a może raczej podkoków do maksymalnie ok 1,8 - 2m. "Lądowania" były bardzo twarde. Ale jak na razie ani one ani spotkanie ze ścianą hali (a jednak za mała ) nie zdołały popsuć Hummingbirda. Dodatkowe, pomocnicze podwozie okazało się tu wyjątkowo przydatne, dobrze amortyzując twarde lądowania i zapobiegając przewróceniu się modelu. Mój syn, Adam filmował te nieporadne podskoki. Po kilku minutach tej zabawy, oddałem Adamowi stery, by i on miał tą przyjemność, a także by sfotografować model w locie.

Na zdjęciu, na tle Adama, widać 4 żółte piłeczki dodatkowego podwozia i zarys kadłuba, widziany dokładnie od tyłu. Do końca lotu pozostały może dwie sekundy

No cóż - udało mi się zrobić jedno nieudane zdjęcie - i "występ" Adama po niecałych 10 sek. zakończył loty tego dnia. Przy nieszczęśliwym przyziemieniu "na ogon" uszkodzeniu uległa łopata wirnika ogonowego. Szkoda - miałem jeszcze ochotę na dalsze latanie.

 

Wirnik został w domu bardzo szybko naprawiony. Najpierw skleiłem go na styk klejem cyjanoakrylowym, a następnie zalaminowałem paseczkiem tkaniany szklanej 40 g/m˛. Szczęśliwie uszkodzeniu uległa ta cięższa strona, tak że dla ponownego prawidłowego wyważenia wystarczło odkleić jeden z paseczków taśmy, którą wyważyłem wirnik.

 

No cóż, hala jest dla nas w tym sezonie jeszcze tylko raz otwarta - w następną sobotę. Będziemy tam znowu, by popróbować naszych sił.

 

Wnioski jak na razie takie - jest to zabawa trudniejsza niż latanie modelami szybowców lub samolotów. Przynajmniej takie jest nasze pierwsze wrażenie. Zabawa robi niesamowitą frajdę. Zobaczymy dalej - na pewno Wam to opowiem...

 

No i jeszcze jedna uwaga co do tego dodatkowego podwozia. Jak już pisałem, jest ono bardzo przydatne. Jednak piłeczki, gdy są umieszczone na końcach prętów, pod wpływem strumienia zaśmigłowego wpadają w drgania. Te przenoszą się na model i do akcji wkracza żyroskop, starając się tym drganiom zapobiec. Tak śmigłowiec potrafił się dość mocno rozchybotać. Przesunięcie tych piłeczek na prętach, tak 4 - 5 cm ku środkowi likwiduje problem.

 

Na zdjęciach obok, widać naprawiony wirnik.

 

FILM

 

10 MB 4:02 min.

Tydzień później

 

 

No i znowu latamy. Tym razem szło już lepiej. Niestety kilkakrotny kontakt wirnika ogonowego z podłogą zakończył nasze loty dużo szybciej niż by nam to pasowało. Łopata pękła dokładnie w miejscu poprzedniego zalaminowanego pęknięcia. Tym razem, po oszlifowaniu resztek starego laminatu, skleiłem wpierw na styk nie klejem CA jak poprzednio, a metalicznym Poxipolem. Następnie pod matę szklaną położyłem włókna rowingiu węglowego i kevlarowego. Teraz jak pęknie to na 100% nie w tym samym miejscu. Aby wyważyć, musiałem zdjąć teraz całą resztę uprzednio naklejonej taśmy.

 

Żeby w przyszłości uchronić się przed takimi problemami, dorobiłem ze stalowego, 1 mm. drutu, dodatkową płozę. W tym celu wywierciłem otwór w 2 mm. grubości pręcie węglowym i drut wlaminowałem. By dodatkowo w tym miejscu wzmocnić osłabiony pręt, obkurczyłem na nim wężyk termokurczliwy. Zobaczymy jak to zda egzamin.

 

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2004

 

Ciąg dalszy nastąpi... 

 

   

© - 2004 Piotr Piechowski

Wszystkie nie podpisane zdjęcia są mojego autorstwa