|
Docieranie silnika
Zgodnie
z zaleceniem ACT docieramy silnik w ten sposób, że po odłączeniu od
mixer
boardu silnika ogonowego i odmontowaniu łopat wirnika głównego, włączamy
silnik na ok. 60 sek. na pół gazu. Po minucie robimy minutową przerwę i
takimi cyklami opróżniamy akumulator. Po takim cyklu silnik ma być dotarty.
Np cóż, ja wolałem wymontowaćsilnik, także dlatego że próbne połączenie
elementów wolałem wykonać bez niebezpieczeństwa włączenia się wirników. Tak
więc na zdjęciu jest widoczna cała instalacja elektryczna, z
podłączonymi już
serwami ale bez silnika ogonowego.
Na silniku
został cześniej już zamontowany element zwiększający powierzchnię chłodzenia
silnika, będący wyposażeniem dodatkowym. |
 |
|
Montaż i "oblot"
Niestety
prace nad Hummingbirdem zostały opóźnione przez inny projekt, który ze
względu na przewidziany termin lakierowania miał pierszeństwo. Moja "Wilga"
z 2,78 m. rozpiętości i silnikiem benzynowym 80 ccm wreszcie jest na
ukończeniu. Jest to projekt nad którym siedzę już od 3 lat. Prace zaczynałem
i przerywałem, ale teraz jest już wreszcie prawie skończony. Jeszcze
lakierowanie i montaż końcowy.
Tak
więc, po przygotowaniu kadłuba Wilgi do malowania zabrałem się dalej za
śmigłowiec. Montaż elementów elektroniki nie wymaga większych komentarzy.
Instrukcja opisuje te proste czynności wystarczająco. Jedynie, mocując
odbiornik i mixer board pomogłem sobie dodatkowo przezroczystą taśmą klejącą
(Tesa). Same, dołączone do zestawu dwustronnie klejące taśmy, ze względu na
niewielkie powierzchnie do których możny je po stronie ramy śmigłowca
przykleić, okazały się nie wystarczające.
|
 |
|
No i
akumulator znalazł swoje miejsce na ramie, tuż przed silnikiem, przymocowany
za pomocą dwóch gumek, a nie między płozami jak przewidywała instrukcja,
uwzględniająca jednak tylko pakiet Ni-Mh.
Takie umiejscowienie akumulatora pozwoliło także na bezproblemowe uzyskanie
właściwego wyważenia modelu.
Regulacja żyroskopu oraz trymowanie serw, było dokonane według dołączonego
do zestawu opisu i nie przyniosło żadnych kłopotów. Jedynie może dla
kolegów, latających tak jak ja w modzie 4 (lub 2 albo 3) przydała by się
informacja o prawidłowym podłczeniu komponentów do odbiornika. Instrukcja
opisuje podłączenia tyko dla mode 1. Waga modelu gotowego do lotu
wyniosła 260g.
Pierwsza próba naturalnie odbyła się w pokoju. Niestety po kilkudzisięciu
sekundach dałem sobie spokój, bo powietrze w pokoju było zaraz tak
turbulentne, że dalsze próby nie miały najmniejszego sensu. Myślę, że w
dużym pomieszczeniu było by lepiej, ale jako iż był to akurat piątek
wieczór, a w soboty (czyli wczoraj) od godziny 10-tej nasz klub ma
udostępnioną szkolną halę sportową, tamże zostały przeniesione
dalsze próby.
No i jak widać po prawej
stronie - stoi maleństwo na środku ogromnej hali sportowej!
|

Oj - jaki ja
jestem mały! |
|
 |
 |
|
Po
zamontowaniu pomocniczego podwozia z piłeczkami ping-pongowymi zacząłem
ostrożne próby. Najpierw jeszcze dotrymowanie tak, by zlikwidować wszelkie
tendencje do uciekania w którąkolwiek stronę w neutralmy połozeniu sterów.
Próbowałem także regulację czułości żyroskopu, ale się okazało, że zgodnie z
zaleceniem instrukcji najlepsze jest jego najczulsze ustawianie.
Następnie moje
"loty" na wysokość kilku - kilkunastu centymetrów miały służyć oswojeniu się
z zachowaniem się modelu. I tu wróciło dawno zapomniane już uczucie
bezsilności początkującego modelarza, któremu model leci tam gdzie chce, a
nie tam gdzie chciałby sam modelarz.
Tak
próbowałem sobie, osiągając wysokość lotów, a może raczej podkoków do
maksymalnie ok 1,8 - 2m. "Lądowania" były bardzo twarde. Ale jak na razie
ani one ani spotkanie ze ścianą hali (a jednak za mała
) nie
zdołały popsuć Hummingbirda. Dodatkowe, pomocnicze podwozie okazało się tu
wyjątkowo przydatne, dobrze amortyzując twarde lądowania i zapobiegając
przewróceniu się modelu. Mój syn, Adam filmował te nieporadne podskoki. Po kilku minutach
tej zabawy, oddałem Adamowi stery, by i on miał tą przyjemność, a także by
sfotografować model w locie. |

Na zdjęciu, na
tle Adama, widać 4 żółte piłeczki dodatkowego podwozia i zarys kadłuba,
widziany dokładnie od tyłu. Do końca lotu pozostały może dwie sekundy
|
|
No cóż - udało mi
się zrobić jedno nieudane zdjęcie - i "występ" Adama po niecałych 10 sek.
zakończył loty tego dnia. Przy nieszczęśliwym przyziemieniu "na ogon"
uszkodzeniu uległa łopata wirnika ogonowego. Szkoda - miałem jeszcze ochotę
na dalsze latanie.
Wirnik został w
domu bardzo szybko naprawiony. Najpierw skleiłem go na styk klejem
cyjanoakrylowym, a następnie zalaminowałem paseczkiem tkaniany szklanej 40
g/m˛. Szczęśliwie uszkodzeniu uległa ta cięższa strona, tak
że dla ponownego prawidłowego wyważenia wystarczło odkleić jeden z paseczków
taśmy, którą wyważyłem wirnik.
No cóż, hala jest
dla nas w tym sezonie jeszcze tylko raz otwarta - w następną sobotę.
Będziemy tam znowu, by popróbować naszych sił.
Wnioski jak na
razie takie - jest to zabawa trudniejsza niż latanie modelami szybowców lub
samolotów. Przynajmniej takie jest nasze pierwsze wrażenie. Zabawa robi
niesamowitą frajdę. Zobaczymy dalej - na pewno Wam to opowiem... |
 |
|
No i jeszcze
jedna uwaga co do tego dodatkowego podwozia. Jak już pisałem, jest ono
bardzo przydatne. Jednak piłeczki, gdy są umieszczone na końcach prętów, pod
wpływem strumienia zaśmigłowego wpadają w drgania. Te przenoszą się na model
i do akcji wkracza żyroskop, starając się tym drganiom zapobiec. Tak
śmigłowiec potrafił się dość mocno rozchybotać. Przesunięcie tych piłeczek
na prętach, tak 4 - 5 cm ku środkowi likwiduje problem.
Na zdjęciach
obok, widać naprawiony wirnik.
FILM

10 MB 4:02
min. |
 |
Tydzień później
|
 |
 |
|
No i znowu
latamy. Tym razem szło już lepiej. Niestety kilkakrotny kontakt wirnika
ogonowego z podłogą zakończył nasze loty dużo szybciej niż by nam to
pasowało. Łopata pękła dokładnie w miejscu poprzedniego zalaminowanego
pęknięcia. Tym razem, po oszlifowaniu resztek starego laminatu, skleiłem
wpierw na styk nie klejem CA jak poprzednio, a metalicznym Poxipolem.
Następnie pod matę szklaną położyłem włókna rowingiu węglowego i
kevlarowego. Teraz jak pęknie to na 100% nie w tym samym miejscu. Aby
wyważyć, musiałem zdjąć teraz całą resztę uprzednio naklejonej taśmy.
Żeby w
przyszłości uchronić się przed takimi problemami, dorobiłem ze stalowego, 1
mm. drutu, dodatkową płozę. W tym celu wywierciłem otwór w 2 mm. grubości
pręcie węglowym i drut wlaminowałem. By dodatkowo w tym miejscu wzmocnić
osłabiony pręt, obkurczyłem na nim wężyk termokurczliwy. Zobaczymy jak to
zda egzamin. |
 |
Ostatnia
aktualizacja: 01.04.2004
Ciąg dalszy nastąpi...
|