"Hummingbird"  

 

czyli modelarska zdrada 

 

 

 

Czemu "zdrada"?

 

No cóż, zawsze sobie mówiłem, że helikoptery mnie nie interesują. I tak w rzeczywistości było i może nawet jeszcze tak jest. Tylko tak mnie podkusiło, widząc na przeróżnych stronach filmiki z tymi miniaturowymi śmigłowcami. No i jeszcze nasz klub wynajmuje raz w tygodniu halę, gdzie można polatać, a depronowe inne halowe modele mnie nie bawią. No cóż, męska decyzja - zamówiony, dostarczony.

 

"Osiołkowi w żłoby dano..."

 

No ale zanim zamówiłem, to musiałem wybierać. Takim klasykiem jest z pewnością Picollo firmy Ikarus. Śmigłowiec ten jest już kilka lat w programie, ale cena jego była zawsze odstraszająca. Po ukazaniu się na rynku Humingbirda (czyli po polsku - kolibra), ceny jego nagle zaczęły spadać. Czyli Ikarus uznał, że Hummingbird jest liczącym się konkurentem. Poza Hummingbirdem i Picollo w ostatnim czasie przybyło jeszcze kilka małych, często prawie identycznych modeli małych śmigłowców na niemieckim rynku. Niektóre nawet sporo tańsze. Jednak obserwując dyskusję na tutejszch forach modelarskich doszedłem do wniosku, że wyjątkowo istotne jest zaopatrzenie w części zamienne, a to jest jak stwierdziłem jak na razie zabezpieczone w Ikarusie dla Picollo i ACT - importera Hummingbirda. Porównując ceny i wykonanie stwierdziłem, że pomimo niewielkiej ostatnio różnicy cen, Hummingbird ma głowicę wirnika na łożyskach kulkowych, co u jego konkurenta trzeba dokupić jako drogi tuning. Tak samo z silnikami. Poza tym zaufanie które mam do ACT przesądziło sprawę. No i tak - dziś wreszcie mogłem na podłodze rozłożyć wszystkie części potrzebne do zbudowania (czy lepiej powiedziawszy - uruchomienia) mojego pierwszego helikoptera.

 

Jako absolutny nowicjusz, będę Wam tu opisywał co i jak robię no i jak zacznę nim latać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. W każdym razie, gdyby któryś z Was miał już na tym polu doświadczenia - chętnie wysłucham jego rad. Uprzedzając - ja wiem, że to nie jest dobry model do nauki, ja wiem także, iż nie będę trenował na symulatorze! Ja wiem - biedne moje meble

 

Komplet

 

No i leży tu prawie cały komplet części potrzebnych do uruchomienia modelu. Także dodatkowo parę detali przydatnych ale może nie tak całkiem koniecznych. Czemu tylko "prawie kompletny". Bo jeszcze tylko serw nie mam - firma Staufenbiel już się może na moją wizytę cieszyć

 

No i co tu mamy? Po kolei:

 

1. Hummingbird v.III (producent: Century Helicopters z USA)

2. Krzyżak do podwozia (pomoc - dla gamoni )

3. ACT-SemiMicro - żyroskop

4. Dodatkowe użebrowanie chłodzące silnika głównego

5. Dodatkowe użebrowanie chłodzące silnika ogonowego

6. ACT-Tuningkabel do żyroskopu

7 + 8. Odbiornik ACT Pico 4uP + kwarc

9. Pomocniczy (transportowy) uchwyt do wirnika

10. Pakiet Li-Ion - 700 mAh 11,1V firmy MPI (USA)

11. Mixer-Controlboard (czyli regler obydwóch silników)

12. Wskaźnik zbyt niskiego napięcia do Li-Ion - wykonany i

      sprezentowany mi przez kolegę - dzięki Michał !

13. Tu powinny leżeć serwa. Jeszcze nie zdecydowalem jakie, ale

       pewnie będą to C 141 lub C 1041 Graupnera.

No a na tych fotkach - "corpus delicti" czyli "Hummingbird"

we własnej osobie!

 

 

 

 

 

 

 

I trochę danych technicznych (producenta):

 

1. Napęd: silnik elektryczny klasy 280 - 370

2. Średnica wirnika głównego: 508mm

3. Długość: 485mm

4. Ciężar: 283 - 300g

 

Po zdjęciu obudowy. Dobrze widoczne uchwyty do pakietu akumulatora.

A może tak silnik od CD-Romu?

Całkiem sporo tych przegubów...

Głowica wirnika głównego widziana od góry

 

Jak widać na zdjęciach, wirnik główny nie jest sterowany skokiem. Tak więc wznoszenie czy opadanie sterowane jest tylko obrotami silnika. Głowicę ze sterowaniem skokiem, można będzie dokupić jako opcję.

 

W tak małych śmigłowcach wirniki ogonowe napędzane są dodatkowym silnikiem a nie wałkiem od głównego napędu. W ten sposób upraszcza to konstrukcję.  Żyroskop reguluje tu więc obroty silnika a nie skok lopat wirnika ogonowego, jak jest to w większych modelach.

 

Jak widzimy, śmigłowiec jest fabrycznie zmontowany. Jednak jak dowiedziałem się z forum modelarskiego, należy zwrócić dużą uwagę na lekkość działania wszystkich przegubów, a to wymaga trochę zachodu. Tak więc do roboty!

Napęd wirnika ogonowego

 

Zabieramy się za monataż

 

Jako, że nie mam z tego typu modelami żadnego doświadczenia, przeszukałem interenet aby uczyć się na błędach innych i wyrobić sobie pogląd na to, jak najlepiej do tego podejść. Dodatkowe informacje jznalazłem eszcze w niemieckim miesięczniku "Modell" 12/2003, w którym został zamieszczony interesujący test Hummingbirda. Tak więc do roboty...

 

Nasz motaż zaczynamy - demontażem! W głowicy wirnika głównego znajduje się sporo przegubów kulowych. Musimy mieć pewność, że wszystkie działają lekko i bez wyczuwalnych oporów. Aby to wszystko lepiej zilustrować, wyciągnąłem znów mój aparat fotograficzy.

Na zdjęciu po prawej X -ami zaznaczyłem część tych przegubów. Aby do nich mieć dobry dostęp, należy wpierw zdjąć wirnik. Uchwyt łopat, mocowany jest na wcisk na łożyskach widocznych na zdjęciu. Łagodna "perswazją" czyli nieco siły potrzeba, by te części rozdzielić.

Wirnik musimy jeszcze i z innego względu zdjąć z głowicy. Mianowicie trzeba obydwa wirniki - główny i ogonowy bardzo dokładnie wyważyć. Do tego wrócimy jednak w dalszej części.

 

Na górnym lewym zdjęciu widzimy, jak ściskając lekko płaskimi szczypcami "oczko" od przegubu, powodujemy jego dopasowanie się do jego główki. Lepiej jest ścisnąć kilka czy kilkanaście raz lekko, niż raz za mocno i zepsuć przegub. Jest to jednak metoda, dzięki której w kilka minut wszystkie przeguby chodziły jak nasmarowane. I tu jeszcze uwaga - plastikowych przegubów nie wolno smarować! Doprowadziło by to do przyklejania się drobinek kurzu i szybkiego zużycia się elementów.

 

Na zdjęciach obok, widzimy obydwa popychacze od serw, poruszające mechniką głowicy. Wpierw musimy energicznie poruszając tymi popychyczami palcami, w całym zakresie ich ruchu "dotrzeć" mechanikę głowicy. Po 5 minutach "pracy" każdy z tych popychaczy dawał się płynnie i lekko, ale bez zbędnych i wyczuwalnych luzów poruszać. Jest to niezmiernie istotne, gdyż serwo musi dać się bardzo precyzyjnie w małym zakresie poruszać. Inaczej kontrolowanie zawisu, było by bardzo utrudnione. Na lewym dolnym zdjęciu, widzimy dodatkowe zabezpieczenie kabla przy silniku wirnika głównego klejem na gorąco. A na dolnym prawym zdjęciu zdemontowany uchwyt akumulatora, który nie będzie nam potrzebny. Uchwyt ten jest przystosowany do kształtu  pakietu NiMh, a ja zastosowałem Pakiet Li-Io.

 

W celu wyważenia wirników zrobiłem z tępych żyletek i klocka balsowego dwie "wyważarki". Kometnarz zbyteczny - na zdjęciach widać ten skomplikowany przyrząd

 

Obydwa zdjęcia po prawej stronie, pokazują ile trzeba było doważyć jedną stronę w wirnikach. Szczególnie wirnik ogonowy wymagał sporo dodatkowego ciężaru. W tym celu nakleiłem na dobrze odtłuszczoną powierzchnię plastikową taśmę klejącą. W wirniku ogonowymnie tylko od góry, ale także i od dołu.

 

Na zdjęcio na dole, widzimy dwie śruby mocujące łopaty wirnika do ich uchwytu. Te śruby muszą być tylko ny tyle dokręcone, by łopaty dawały się lekko na nich obracać, ale żeby jednocześnie same pod własnym ciężarem nie opadały gdy wirnik trzymamy bokiem.

 

 

 

 

 

 

Ostatnia aktualizacja: 23.02.2004

 

Ciąg dalszy nastąpi... 

 

   

© - 2004 Piotr Piechowski

Wszystkie nie podpisane zdjęcia są mojego autorstwa