|
Budowa
Wstęp
W tej części pokażę Wam, jak buduję, a raczej jak montuję ten model
(bo o budowie, przy tak zaawansowanym zestawie modelu nie można już prawie mówić).
Kabina
Po
odpowiednim oklejeniu, została najpierw polakierowana czanym matowym lakierem
część górna oraz przednia konsoli instrumentów. Następnie po wyschnięciu znowu
oklejanie, tak by burty i podłogę polakierować dekoracyjnym sprayem typu
"granit" . Daje on bardzo realistyczną powierzchnię wnętrzy laminatowch
kokpitów. Następnie ze zmywaka do naczyń (taka miękka, perforowana ściereczka)
zrobiłem tapicerkę, naklejoną na uformowany fotel klejem typu Butapren. Gałki
otwierania i awaryjnego odrzucania kabiny są z łebków dużych szpilek
tapicerskich. Z odpowiedniej cienkiej rurki plastikowej i wężyka
termokurczliwego wykonałem drążek sterowy. A pięknie wykonane samoprzylepne
zegary kupione w Model Partner z "gałkami" z łebków od szpilek dopełniają reszty.
W
wyposażaniu kabiny nie zwracam uwagi na pierwowzór. Ważny jest dla mnie wygląd
przypominający kabinę prawdziwego szybowca.
A oto tymczasowy
efekt:
 
Do
wykonania pozostają pasy bezpieczeństwa, ale to po mojej wizycie w sklepie
zabawkowym w poszukiwaniu odpowiedniej "ofiary" na pilota...
|
Niestety - pasującej figurki nie udało mi się znaleźć.
Pluszowej maskotki nie chciałem wkładać, a figurki do zabawy dla dzieci,
niestety przypominają raczej potwory, które w najgorszych snach mogą się i
dorosłemu majaczyć! Te które jako tako by wyglądały były niestety za duże. Tym samym jeszcze
tylko pasy bezpieczeństwa i zaklejamy kabinę.
Pasy wykonałem z białej gumki "gaciówki", którą lekko
prysnąłem czarnym matowym lakierem w aerozolu. Daje to lepszy efekt jak
czarna gumka gdyż struktura bardziej wtedy przypomina strukturę pasa
bezpieczeństwa i nie wygląda czarno tylko ciemno-szaro. |
 |
|
Wstępnie
przycinam nożyczkami oszklenie kabiny z ok. centymetowym naddatkiem w stosunku
do zaznaczonej linii
(1).
Tak przycięte oszklenie nakładam na założoną na kadłub kabinę. Zaznaczam
mazakiem do folii (da się potem zmyć denaturatem) środek kadłuba i środek
oszklenia (2).
Przyklejam
oszklenie w dwóch miejscach taśmą przeźroczystą, dokładnie środek oszklenia do
środka kadłuba. Następnie zaznaczym brzeg ramy kabiny punktami robionymi
mazakiem (3).
Tu następiło zaskoczenie! To "fabryczne" zaznaczenie (linia wytłoczona na
tworzywie) zgadza się idealnie! Jeszcze nigdy i w żadnym modelu który budowałm
nie było tak, by co do milimetra czy nawet dokładniej ta linia pasowała!
Zaprzestałem dalszego zaznaczania i wyciąłem nożyczkami "na dokładnie" według
tej linii. Potrzebne były tylko lekkie poprawki, które wykonuję już tylko
doszlifowując niedokładności papierem ściernym (120-ką). Tak samo papierem
ściernym przecieram powierzchnię klejenia ramy i oszklenia.
|
 |
|
Najpierw przemywam (odtłuszczam) denaturatem raz jeszcze
oszklenie i ramę. Oszklenie musi być od środka idealnie czyste, bo potem nie
będzie już możliwości wyczyszczenia. Po dokładnym dopasowaniu "na sucho" oklejam
brzeg wycięcia kabiny kadłuba taśmą klejącą, aby zabezpieczyć przed
przyklejeniem resztkami kleju, klejonej kabiny, z kadłubem. Następnie zakładam
kabinę i wpasowuję bardzo dokładnie w wycięcie w kadłubie i znowu w dwóch
miejscach "łapię" dwoma skrawkami taśmy do kaduba tak by się nie przesunęła. Na
zdjęciu dobrze widoczna nałożona kabina i oszklenie na brzeg kadłuba,
zabezpieczony już taśmą klejącą.
|
 |
|
No i "po krzyku". Kabina została już sklejona z ramą, oraz
zabezbieczona i "przyciśnięta" taśmą klejącą. Teraz pozostaje jeszcze tylko ok.
12 godzin poczekać i prawie gotowe. Pozostanie jeszcze zrobienie zamka oraz
pomalowanie brzegu. Do klejenia tego używam kleju UHU-Kraft (także na zdjęciu).
|
 |
|

Na
zdjęciu
widać oklejoną do pomalowania brzegu kabinę,
|

No i efekt końcowy. Jeszcze zamek i kabina będzie całkiem gotowa.
|
|

Zamek kabiny wklejony,
podwozie funkcjonuje.
|

Przedni
zaczep kabiny wykonałem z drutu stalowego 1,5mm, wklejonego żywicą z włóknem
bawełnianym (jako wypełniacz). Na przednią część nałożyłem
wężyk termokurczliwy, aby nie uszkadzać brzegu wycięcia kabiny.
|
|
Podwozie
Do modelu kupiłem dość tanie i prymitywne chowane podwozie. Do
tak lekkiego modelu musi wystarczyć. Podwozie będzie tak jak we wszystkich moich
szybowcach możliwe do zdemontowania. Podwozie takie "zawieszam"
na dwóch półwręgach, gdzie części boczne ramy podwozia wsuwane są w tylną wręgę
a przednie jej końce wkładane są w prowadnice i potem od góry blokowane
przykręcaną listwą.
Na
zdjęciu pokazane jest podwozie z wręgami. Strzałka wskazuje na pałąk z drutu
stalowego wykonany przeze mnie. W czasie wysuwania i chowania podwozia, klapy
boczne nie są wtedy wypychane poprzez gumę opony (możliwość zablokowania
szczególnie podczas chowania podwozia), tylko pałąkiem z drutu. Na pokazanym
podwoziu jest jeszcze kółko o średnicy 72 mm, które zostanie zastąpione podobnym
ale o średnicy 60 mm.
|
 |
|
A tu
już gotowa wręga wraz zamontowaną wręgą pomocniczą, trzymającą (blokującą od
góry) boczne części ramy podwozia. Widoczne dwie śruby M3, które będą łatwo
dostępne od strony zdjętej kabiny. Tym samym demontaż i montaż podwozia staje
się sprawą paru minut.
|
 |
|
Na tym zdjęciu
widoczne są wklejone rurki od bowdenów, które po wycięciu klap podwozia będą
służyły jako zawiasy.
Środkowa część bowdena może być wysunięta i klapy w prościutki
sposób zdjęte. Na zdjęciu widać również zaznaczone ołówkiem położenie pierwszej
wręgi podwozia.
|
 |
|
Na kadłubie
kalpy podwozia są już wytrasowane. Taśma klejąca zabezpiecza
kadłub i według niej będę Proxxonem z tarczą diamentową wycinał klapy. W każdym
rogu, co trochę widoczne jest na zdjęciu, powiercone są otworki o średnicy 1mm,
kończące linie cięcia. Wycinamy trzymając wiertarkę po stronie wycinanego
elementu - czyli tarczą do krawędzi pozostającej w kadłubie.
|
 |
|
Klapy już
wycięte. Właśnie na silikon (Elastosil E41) "wklejają" się wręgi.
Silikon przenosi siły wstępujące przy lądowaniu na kadłub z pewną elastycznością.
Nie dochodzi wtedy w przypadku twardego lądowania do tworzenia rys w strukturze
kadłuba.
|
 |
|
W wycietych razem z rurką bowdena klapach, przykleiłem "oczka" z
wygiętych podkładek M3, jako zaczep do sprężynek zymykających klapy.
|
 |

No i gotowe!
Wysunięte podwozie. |

A tu
schowane - widok od środka kadłuba. Niestety w tych tańszych
podwoziach nie ma "błotnika" zamykającego dostęp brudom podczas lądowania do
wnętrza kadłuba. |
|
Kadłub
A
tu, jak już pisałem na stronie opisującej zestaw, wzmocnienie wycięcia kabiny
wlaminowanym włóknem węglowym. Robię to od lat we wszystkich moich szybowcach.
Wycięcie kabiny jest jednym z najsłabszych i najbardziej narażonych na pęknięcia
miejscem kadłuba. Nie mam tu na myśli brutalnych sił występujących przy tzw.
klasycznym "biciu kreta", tylko normalną eksploatację na zboczu. Tam ląduje się
często w nierównym terenie i przy wyższej prędkości, a i jakieś drobniejsze
kamienie i skałki też potrafią uprzykrzyć życie. Szkoda, że żaden ze znanych mi
producentów nie robi tego odrazu w formie.
|
 |
|

Wklejona
deska serwa chowającego podwozie. Jednocześnie wkleiłem gniazdo
do podłączenia wariometru. |

Jakoś nie ufałem
mocowaniu statecznika poziomego tylko przy pomocy dwóch plastikowych śrubek
M3. Dorobiłem więc jeszcze dwa kołki ustalające o średnicy 3 mm. Po lewej
widać wycięcie które musiałem zrobić, dla przeprowadzenia popychacza steru
wysokości. Jak wynika z mojego doświadczenia gwinty wykonane w laminacie nie
trzymają zbyt długo. Na razie jednak tak zostawie, zawsze można będzie
później wstawić nakrętki metalowe od dołu. |
|
No
i tu widać jeszcze jeden z moich trików! Serwo przed wklejeniem na silikon w
statecznik jest zabezpieczone wężykiem termokurczliwym - takim jaki stosuje się
do pakietów akumulatorków. Tym samym w razie defektu przecinam wężyk wyjmuję
serwo i spokojnie wydłubuję resztki silikonu.
Tu
zrezygnowałem z zastosowania dołączonego do zestawu popychacza z plastikowymi
snapami. Na serwo założyłem zacisk do popychacza (na następnym zdjęciu lepiej
widoczny) i od strony steru wysokości metalowy snap. Ten w razie demontażu do
transportu jest łatwy do założenia i 100% pewny. Taki sposób napędu steru
wysokości gwarantuje bardzo wysoką precyzję działania i absolutny brak luzów.
Wadą jest większy ciężar umieszczony w tyle kadłuba. Uważam jednak to
rozwiązanie za optymalne. Tak samo przerobiłem kiedyś napęd steru wysokości w
moim Jantarze, pomimo, że już wklejony był bowden. Bowden z łukiem 90°
powoduje spore tarcie i precyzja sterowania pozostawia wtedy wiele do życzenia.
|
 |
|
A
tu już serwo wklejone na silikon. Dokładnie widać możliwość precyzyjnego
regulowania długości popychacza, który w tulejce uchwytu jest blokowany za
pomocą małej śrubki. Na śrubkę jest zatknięty klucz typu imbus.
|
 |
|
W
podobny sposób jak przy sterze wysokości postąpiłem z serwem do steru kierunku.
Tylko, że tu zastosowałem dołączony do zestawu popychacz. Steru kierunku nie
odmontowuje się do transportu i plastikowe snapy spełnią z powodzeniem swoje
zadanie.
Jako że głębokość otworu jest znacznie większa niż grubość serwa i zarazem
powierzchnie nie są równoległe, zrobiłem więc klinową "podkładkę" z balsy tak,
by serwo leżało równolegle do powierzni otworu.
Niestety plastik z którego wykonano zakrywki otworów serw jest nieco ciemniejszy
od laminatu. Nie rzuca się jednak aż tak w oczy. No cóż, jak się nie ma o co
przyczepić, to się szuka dziury w całym

|
 |
 |
 
Tutaj widać jak robię najprostszy, ale skuteczny zaczep do holowania. Na lewym
zdjęciu z boku, widać serwo zaczepu. Zwykły bowden wysuwany w poprzek
owalnego otworu zamyka zaczep.
Po
lewej (1)-
plastikowy snap zabezpieczam wężykiem termokurczliwym. Ten zaczep MUSI dobrze
funkcjonować. (2)-
Nie może brakować naklejki z "namiarami" na właściciela. (3)-
Gniazdo podłączenia akumulatora. Od dawna zrezygnowałem ze stosowania
wyłączników. Tak jest poprostu o jeden element który może zawieść mniej!
|
|
No i tak
praktycznie rzecz biorąc prace przy kadłubie zostały zakończone.
jeszcze trzeba będzie wkleić ołów, ale to już na sam koniec przy wyważaniu
gotowego modelu.
Zastosowane wyposażenie:
Ster
wysokości, ster kierunku, i hamulce aerodynamiczne - serwa Hitec HS-81 (razem
4 szt.)
Lotki - serwo
Graupner C-2081
Podwozie - serwo
Graupner C-5077
Zaczep holowniczy -
serwo Hitec HS-80
Odbiornik - Graupner
C-19 (9 kanałów i wszystkie wykorzystane)
Wariometr - Picolario
Akumulator - 4 cele
Sanyo N-1700SCR
I tu muszę
jeszcze coś wyjaśnić. Jestem zagorzałym zwolennikiem i użytkownikiem serw
Graupnera. Stosowałem je we wszystkich moich modelach. Niestety niezrozumiała
dla mnie polityka cenowa oraz wynikające z niej astronomiczne ceny tego
"potentata", skłoniły mnie tym razem do kupna serw Hitec. Mam nadzieję, że się
na nich nie zawiodę.
W związku o przekazaną mi
nienajlepszą opinią o przekładniach w serwach HS-80, założyłem do lotek serwa
Graupnera, a serwo steru wysokości o ile to możliwe wyposażę w przekładnie
metalową.
|
 |
|
No i tu
ostatnie (oprócz dekoracji) prace przy
kadłubie. Wykonałem jeszcze otwory (1)-
do haczyków łączenia (sprężyną) płatów; (2)
i (4)-
to otwory bagnetów (były); (3)-
istniejący otwór powiększony tak, by wtyk okablowania serw płata dał się
przełożyć.
Na
drugim zdjęciu (5)-
gniazdo wtyku płata. Wybrałem tu pięciostykowe połączenie firmy Multiplex, gdzie
minus obydwóch serw (lotki i hamulca) jest wspólny, a plus i sygnał oddzielnie.
Oszczędzam tym samym jeden styk i mogłem zastosować wtyki o mniejszych
gabarytach. (6)-
no
i wariometr znalazł też już swoje miejsce.
|
  |
|
Płaty
Najpierw, znowu na silikon wkleiłem serwa hamulców aerodynamicznych. Nie wolno
od razu wycinać plastikowych przykrywek wycięć serw według zaznaczonej lini, bo
jak i w przypadku zastosowanych przeze mnie serw, może nie pasować. Tego
nauczyłem się przy pierwszym serwie! No ale dało się dokleić i nie ma śladu...
Nauczka - nie dowierzać i sprawdzać względnie jak Niemcy się od Lenina nauczyli
i często powtarzają: "zaufanie jest dobre, kontrola jeszcze lepsza..."

|
 |
|
W obydwóch
hamulcach, niestety mosiężna blaszka popychacza, lekko
zaczepiała o nit zamocowania klapy (zaznaczono strzałkami na zdjęciu).
Prowadziło to do haczenia i niepewnego zamykania klap. Lekkie zaokrąglenie
pilnikiem iglakiem tego rogu zapobiegło zahaczaniu. Przy napędzie klap należy
szczególną uwagę zwracać na prawidłowe ich działanie w każdej możliwej pozycji
oraz pod symulowanym naciskiem pędu powietrza na hamulec (pchamy klapę lekko
palcem). |
 |
|
Na lewym zdjęciu
widoczne wklejone i podłączone serwo lotki.
Tu też zastosowałem
dołączony do zestawu popychacz.
Na prawym (1)-
haczyk do łączenia płatów. I tu jak zwykle w czeskich,
w pełni laminatowych modelach jest problem. To "niby żebro" do którego gdzieś i jakoś trzeba
przymocować jakiekolwiek łączenie płatów, jest tak cienkie i kruche, że trzeba
się nagłowić jak to zrobić. Moja sprawdzona już w Jantarze i DG-600 metoda
polega na wywierceniu otworu pomocniczego (2)
i wlanie przez niego żywicy z płatkami bawełny jako wypełniaczem, po ściance tak
, by "wlaminować" haczyk. Potem dodatkowo wlewam 2 cm³
kleju PUR- lekko pieniącego, co wypełnia i wzmacnia całą przestrzeń
wewnętrzną. A tak łatwo
byłoby przy produkcji wlaminować kawałek sklejki i zaznaczyć gdzie można coś do płata
mocować... |
  |

No i stoi przede
mną gotowy model ale jeszcze "dziewiczy" - nie oblatany. Jako
ostatnie prace zostały naklejone zakrycia serw w płatach, naklejona dekoracja
oraz dokonałem wyważenia, sprawdzenia kątów zaklinowania i ustawienia kątów
wychyleń sterów. Wyważyłem zgodnie z zaleceniem producenta, tj. 60 - 65mm
od krawędzi natarcia. Aby to osiągnąć, musiałem "załadować" 250g ołowiu. Kąt
zaklinowania wynosi ok. 2,5°, co stanowi raczej dobrą
wartość do termiki. Prawdopodobnie, będę mógł ująć trochę ołowiu i przejść na
1,5° zaklinowania, gdyż główne przeznaczenie (u mnie)
tego modelu ze względu na niewielkie rozmiary, to raczej latanie na zboczu. Waga
gotowego do lotu modelu wynosi 2800g (płaty 850g, kadłub ze statecznikiem
1950g), a więc 2350g o których mówi producent jak zwykle okazuje się
nieosiągalnym marzeniem, ale 2800g nie jest też aż taką złą wartością. Po
wymianie bagnetów na takowe z pręta
węglowego udało się zaoszczędzić 180 g, tak że waga gotowego do lotu modelu
spadła do 2620 g. Jak się też okazało, waga podawana przez producenta na
opakowaniu odnosi się do modelu bez wypoasażenia! Jest to niestety chyba celowe
wprowadzanie w błąd klienta.
Wrażenia z oblatywania opublikuję w najbliższych dniach na:
Wstępna ocena
zestawu
Mam
nadzieję, że skorzystaliście trochę z moich doświadczeń, i że ta praca w
utworzeniu tej strony nie poszła na marne.
Piotr Piechowski
|