| Konstrukcja inż. Jarosława
Naleszkiewicza będącego w tym czasie kierownikiem warsztatów parku lotniczego w
CWOL w Dęblinie. Konstrukcja tego pierwszego polskiego latającego skrzydła
wykorzystywała koncepcję latającego skrzydła Lippischa z 1930r. Oblotu dokonał
Franciszek Jach, startując z gumy. Szybowiec był trudny w pilotażu i bardzo
czuły na położenie i zmianę środka ciężkości (typowe w przyp. latających
skrzydeł). Jesienią 1932r doszło do uszkodzenia szybowca, którego już nie
wyremontowano. Szybowiec był wyposażony w płyty brzegowe, rozchylane na
zewnątrz, stanowięce hamulec aerodynamiczny. Był to pierwszy polski szybowiec z
hamulcem aerodynamicznym.
I tu jeszcze bardzo
ciekawy artykuł Tadeusza Chwałczyka, opublikowany w "Skrzydlatej Polsce" nr 24 z
1982r:
Tadeusz Chwałczyk "Eksperyment Dębliński"
"Skrzydlata Polska" 24 / 1982
Czas ma to do siebie, że w miarę upływu lat
zaciera stopniowo pewne zdarzenia. Odchodzą ludzie, którzy byli naocznymi
świadkami, a jeżeli zabraknie trwałego zapisu, to życie pokryje je patyną
zapomnienia. Historia, którą chcę przedstawić, ma swój ślad w dokumentach,
została odnotowana w publikacjach, zachowały się zdjęcia. Mija właśnie pół wieku
od eksperymentu przeprowadzonego na lotnisku dęblińskim i z tego względu trzeba
go przypomnieć.
Od wielu lat konstruktorzy zajmujący się
tworzeniem aparatów latającychposzukiwali najidealniejszego pod względem
aerodynamicznym rozwiązania i doszli wreszcie do wniosku, że może nim być tylko...
samo skrzydło. To znaczy płatowiec bez kadłuba, opierzenia, podwozia i szeregu
innych elementów wywołujących szkodliwe opory powietrza. Tak zrodziła się idea
bezogonowca którego definicja brzmi: samolot lub szybowiec bez wydzielonego
usterzenia wysokości, zastąpionego ruchomymi częściami skrzydeł, spełniającymi
jednocześnie funkcję lotek (tzw. sterolotki). Kadłub krótki, szczątkowy lub bez
kadłuba. A więc... latające skrzydło!
Jeśli takie rozwiązanie bliskie jest
aerodynamicznego ideału, to dlaczego nadal zdecydowany prym wiedzie
konwencjonalny układ konstrukcji: skrzydło-kadłub-usterzenie? Tajemnica tkwi
prawdopodobnie w trudności realizacji słusznej koncepcji latającego skrzydła.
Z początkiem lat trzydziestych zwykły
przypadek zetknął w tym mieście dwóch ludzi: młodego konstruktora z Podlaskiej
Wytwórni Samolotów - inż. Jarosława Naleszkiewicza, który po odbyciu służby
wojskowej w szkole Podhorążych Rezerwy Lotnictwa pozostał w Dęblinie na
stanowiski kierownika warsztatów Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa (CWOL) i
instruktorem tegoż Centrum kpt. pil. Franciszka Jacha. Pierwszy z nich miał już
za sobą konstruktorską praktykę w PWS i dwa prototypy szybowców zbudowane wraz z
z innym podhorążym - inż. Adamem Nowotnym, drugi bogaty staż pilota wojskowego
zapoczątkowany w Powstaniu Wielkopolskim, a ugruntowany w bydgoskiej szkole
pilotażu. Tam zresztą zadebiutował także jako konstruktor-amator, tworząc
szybowiec Żabuś, na którym w 1923r startował w I Krajowych Zawodach Szybowcowych
(zwanych wtedy konkursem).
Idea latającego skrzydła od dłuższego czasu
zaprzątała umysł inż. Naleszkiewicza. Studiował dostępną literaturę i podejmował
próby z modelami bezogonowców o napędzie gumowym. Przystępując do opracowania
pierwszego w naszym kraju szybowca bezogonowego o dużym wydłużeniu skrzydeł,
traktował ten eksperyment jako pewien etap na drodze do dwusilnikowego samolotu
w podobnym układzie. W stosunkowo krótkim czasie przygotował dokumentację
wykonawczą i w pierwszym półroczu 1932 prototyp szybowca (otrzymał oznaczenie
JN-1) zbudowany został w warsztatach CWOL. Był on konstrukcji drewnianej, o
charakterystycznym kształcie skrzydła ze skośną krawędzią natarcia i zmiennym
profilu, zapewniającym stateczność. Szczątkowy kadłub o kroplowym kształcia
mieścił wpisaną w obrys, Bogato oszkloną kabinę pilota. Na końcach płatów
znajdowały się płyty brzegowe usterzenia kierunkowego. Całą, prostopadłą do
kierunku lotu krawędź spływu skrzydła stanowiły dzielone sterolotki, przy czym
powierzchnie przykadłubowe spełniały funkcję sterów wysokości, a zewnętrzne -
lotek. Szybowiec przy rozpiętości 18 m, miał wydłużenie 18 i doskonałość
obliczeniową - 16.
Konstrukcja ta budziła zrozumiałe
zainteresowanie już w trakcie budowy w warsztatach Centrum Wyszkolenia Oficerów
Lotnictwa. Z niecierpliwością też oczekiwali wszyscy - dnia rozpoczęcia prób w
locie. Zadania tego podjął się kpt. pil. Franciszek Jach, znany już pilot
szybowcowy, który nawet przez kilka dni w 1931 był posiadaczem krajowego rekordu
długotrwałości lotu. Konstruktor, niejako w dowód uznania dla kapitana Jacha,
pioniera bezsilnikowego latania i twórcy z pierwszych zawodów Żabusia, polecił
wymalować tuż przy kabinie pilota nazwę bezogonowego szybowca - Żabuś II.
Nadszedł wreszcie dzień 23 lipca 1932, kiedy w
asyście kilku wtajemniczonych osób konstruktor i pilot wyprowadzili Żabusia-II
na dęblińskie lotnisko.. Kpt. Jach zajął miejsce w kabinie, jeszcze raz
sprawdził działanie sterów, poczym na hak zaczepiono gumowe liny wzlotowe. Przy
ograniczonym naciągu następił pierwszy start, a właściwie szurnięcie szybowca.
Po upewnieniu się że stery działają prawidłowo, przystąpiono do wykonania kilku
wzlotów na niewielkiej wysokości, tuż nad ziemią, bo na tyle pozwalały liny
gumowe przy starcie z terenu płaskiego. Szybowiec latał!
Później próby prowadzono wykorzystując do
startów samochód, który holował Żabusia-II na lince. Stwierdzono wówczas, że
szybowiec zachowuje się w locie prawidłowo, jest jednak bardzo wrażliwy na
zmianę środka ciężkości i ma nadmiernie czułą reakcję na ster wysokości. Te wady
były prawdopodobnie przyczyną poważnego uszkodzenia konstrukcji jesienią 1932.
Nie zdążono już wypróbować działania sterów kierunkowych w roli hamulców
aerodynamicznych. Inż. Naleszkiewicz bowiem przewidział możliwość jednoczesnego
wychylania ich na zewnątrz, przez co spodziewał się uzyskać efekt ograniczenia
prędkości lotu. Był więc Żabuś-II nie tylko pierwszym polskim latającym
skrzydłem, ale jednocześnie pierwszym naszym szybowcem wyposażonym w hamulce
aerodynamiczne!
Naprawy uszkodzonego bezogonowca już nie
podjęto, gdyż jego twórca opuścił w 1933 Dęblin, przenosząc się do Instytutu
Badań Technicznych Lotnictwa w warszawie. I tak ta interesująca konstrukcja
pozostała nieco zapomniana.
|